• Główni uczestnicy

    John F. Kennedy, lat 45,
    trzydziesty piąty prezydent Stanów Zjednoczonych
    Nikita S. Chruszczow, lat 68,
    I sekretarz KC KPZR i premier Związku Radzieckiego

  • W księgarniach:

  • „Zaczniemy wojnę w poniedziałek”

  • Recenzja książki na Historia.org.pl

    "Wiek XX obfitował w konflikty. Mieliśmy do czynienia z dwiema wojnami uznanymi za światowe, wieloma konfliktami na tle religijnym, rasowym, narodowym etc. Dochodziło wówczas do masakr i przypadków ludobójstwa na każdym kontynencie, jednak przed widmem totalnej anihilacji rodzaju ludzkiego świat stanął tylko raz – w trakcie trzynastu październikowych dni 1962 roku. Na temat kryzysu kubańskiego napisano wiele, jednak wciąż odkrywane są kulisy wydarzeń, które miały miejsce 50 lat temu. Wojciech Kostecki, korzystając z bogatych źródeł obu stron konfliktu, przenosi czytelnika w czasie: do Białego Domu, kiedy prezydentem był Kennedy i na Kreml za rządów Chruszczowa."

    Pełny tekst recenzji
  • Zdjęcie radzieckiej bazy rakietowej na Kubie wykonane z amerykańskiego samolotu U2

Przyczyny kryzysu


1 stycznia 1959 r. władzę na Kubie przejął Fidel Castro.

Nowy rząd został uznany przez Stany Zjednoczone. Wkrótce jednak pojawiły się wzajemne pretensje i oskarżenia. Rząd kubański przystąpił do wywłaszczania i konfiskaty majątku należącego do firm i obywateli amerykańskich. W Stanach Zjednoczonych odebrano te posunięcia jako zamach na amerykańską własność. Od połowy 1960 r. rozpoczęła się amerykańsko-kubańska wojna gospodarcza. Odpowiedzią na kolejne akty przejmowania majątku amerykańskiego była rozszerzająca się blokada ekonomiczna Kuby. Jednocześnie z pogarszaniem się stosunków kubańsko-amerykańskich rozwijały się kontakty rządu Castro z państwami socjalistycznymi. Kuba zawarła umowy handlowe z Chinami i ZSRR, a potem z innymi państwami. 8 maja 1960 r. Związek Radziecki wznowił stosunki dyplomatyczne z Kubą. Na jesieni 1960 r. delegacja kubańska z Ernestem „Che” Guevarą na czele przebywała w Związku Radzieckim. W komunikacie wydanym na zakończenie wizyty znalazło się sformułowanie: „Za najważniejszą formę pomocy Kuba uważa oświadczenie radzieckiego premiera o gotowości ZSRR do udzielenia Kubie całkowitego poparcia w walce o niezawisłość i przeciwstawienie się agresji.”

Centralna Agencja Wywiadowcza już od grudnia 1959 r. przygotowywała plany operacji skierowanej przeciwko rewolucji kubańskiej.

Składały się one z dwóch części. Część zasadniczą stanowił plan powstania na wyspie. Druga część planu, nigdy nie dokumentowana pisemnie i ukryta pod kodowymi nazwiskami i kryptonimami, polegała na skrytobójczym „wyeliminowaniu” Fidela Castro. Ulegając naciskom prezydent Kennedy zgodził się na dokonanie inwazji, lecz jednocześnie przedstawił warunek, by Stany Zjednoczone nie były w nią bezpośrednio zaangażowane. 14 kwietnia 1961 r. pozwolił CIA na rozpoczęcie działań. Wstępem miał być nalot bombowy na Kubę, który zniszczyłby lotnictwo Fidela Castro. Plany CIA wymagały użycia minimum 16 samolotów, Kennedy przystał na 6 – zakładano, że odegrają one rolę zbuntowanych samolotów kubańskich. Przeprowadzony przez nie nalot nie spełnił swego zadania, natomiast wywołał gwałtowny sprzeciw ONZ i światowej opinii publicznej. Z wojskowego punktu widzenia, dla powodzenia akcji CIA niezbędne było teraz drugie uderzenie lotnictwa, tak aby zapewnić „parasol powietrzny” siłom inwazyjnym, które 17 kwietnia wylądowały w Zatoce Świń. Na to Kennedy się nie zgodził. W związku z amerykańskimi działaniami Związek Radziecki wystosował notę adresowaną do Stanów Zjednoczonych. Zawierała ona stwierdzenie, że rząd radziecki „nie opuści w nieszczęściu narodu kubańskiego i udzieli mu wszelkiej niezbędnej pomocy i poparcia w sprawiedliwej walce o wolność i niepodległość Kuby”.

W listopadzie 1961 r., po kilku miesiącach narad ze współpracownikami, John Kennedy wydał dyrektywę „posłużenia się wszelkimi dostępnymi środkami w celu obalenia Castro”.

Rozpoczęła się tajna „Operacja Mangusta”. Zaplanowano w niej szereg aktów sabotażu, wojny propagandowej i prowokacji. W kwietniu 1962 r. nowy zastępca dyrektora CIA Richard Helms wydał polecenie reaktywowania potajemnych planów otrucia Fidela Castro.

W tym czasie problem zapewnienia Kubie ochrony przed ingerencją Stanów Zjednoczonych coraz bardziej zaprzątał uwagę Nikity Chruszczowa.

W prasie amerykańskiej narastała antykubańska kampania. Z ambasady radzieckiej w Waszyngtonie napływały relacje z nieoficjalnych rozmów z przedstawicielami administracji Kennedy’ego, wskazujące na to, że Amerykanie zamierzają nadal bronić swoich interesów na Kubie wszelkimi sposobami. Wywiad kubański, mający informatorów w środowiskach emigranckich, dysponował danymi o tajnych akcjach CIA przeciwko Kubie. Głęboko zakorzeniony pogląd o „klasowej ślepocie” rządzących Stanami Zjednoczonymi dopełniał obaw Chruszczowa. Po wydarzeniach w Zatoce Świń radziecki przywódca uznał, że ZSRR jest zobowiązany do udzielenia pomocy nowej władzy na wyspie. „Utrata Kuby” oznaczałaby – jego zdaniem – utratę prestiżu przez ZSRR i „blamaż marksizmu-leninizmu”. Skuteczna obrona Kuby przed spodziewaną próbą kolejnej inwazji była jednak trudnym zadaniem. Od granic Związku Radzieckiego dzieli ją przecież ponad dziesięć tysięcy kilometrów. „Co zrobić, żeby odstraszyć Amerykanów – rozważał Chruszczow. – Logiczna odpowiedź była jedna – rakiety”.

Na wiosnę 1962 roku pomysł radzieckiego premiera, aby na Kubie rozmieścić broń rakietowo-jądrową, zaczął przybierać konkretne kształty.

Przewiezienie i zainstalowanie rakiet na Kubie miałoby nastąpić potajemnie. Chruszczow zamierzał ujawnić ten fakt dopiero po listopadowych wyborach do Kongresu Stanów Zjednoczonych w specjalnym piśmie do prezydenta Kennedy’ego lub też spotykając się z nim podczas pobytu w Nowym Jorku z okazji sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Wojskowi poparli zamysł Chruszczowa podkreślając, że umieszczenie radzieckich rakiet na Kubie zmniejszy faktyczną przewagę, jaką Stany Zjednoczone i państwa NATO mają nad Związkiem Radzieckim w dziedzinie broni rakietowo-jądrowej. W pierwszym etapie na wyspie miano umieścić baterie najnowszych radzieckich rakiet ziemia-powietrze SAM, które zapewniłyby obronę przeciwlotniczą. Następnym planowanym krokiem było wysłanie trzech pułków rakiet R-12 o zasięgu blisko 2.000 km, zdolnych do przenoszenia głowic atomowych o sile 1 megatony, dwóch pułków rakiet R-14 o zasięgu 4.000 km oraz ponad 40-tysięcznego personelu wojskowego, na który złożyłyby się oddziały zmotoryzowane, wojska lotnicze wyposażone w myśliwce MiG-21 i bombowce Ił-28 (planowano  42 samoloty), każdy zdolny do przeniesienia 12-kilotonowych bomb na odległość tysiąca kilometrów, załogi kutrów torpedowych, obsługa radarów i personel pomocniczy.

W połowie lipca 1962 r. rozpoczął się przerzut radzieckich wojsk i sprzętu na Kubę.

Poczyniono wiele, by zamaskować właściwe cele operacji. Przede wszystkim, otrzymała ona nazwę „Anadyr” – tak jak rzeka na wschodnich krańcach Syberii, uchodząca do Morza Barentsa i znajdująca się w tym rejonie baza lotnicza, co miało zmylić ewentualnych obserwatorów ruchów wojsk. Transport odbywał się statkami handlowymi. W celu zachowania tajemnicy oddziały udające się do portów załadunkowych na wybrzeżu bałtyckim i czarnomorskim otrzymywały pełny zimowy ekwipunek. Dopiero podczas podróży przez Atlantyk kapitanowie, w obecności wysokich oficerów KGB, otwierali zalakowane koperty i dowiadywali się dokąd płyną.

Wzmożony ruch na morskich trasach wiodących na Kubę natychmiast odnotowały amerykańskie służby wywiadowcze.

Donosiły one, że w okresie od 26 lipca do 8 sierpnia przybyło na wyspę 8 statków bloku radzieckiego, a w ciągu następnych 2 tygodni — 12 dalszych. Większość z nich przybijała do głębokowodnego portu Mariel w zachodniej prowincji Pinar del Rio. Okoliczni mieszkańcy zostali ewakuowani. Do rozładowywanych statków nie dopuszczano nikogo z Kubańczyków. Wyładunek odbywał się wyłącznie w nocy, a pracujący przy tym żołnierze ubrani byli w cywilne, sportowe ubrania. Dowódcy kierujący budową baz rakietowych wykazali jednak całkowitą beztroskę w dziedzinie kamuflażu prowadzonych robót i maskowania wznoszonych obiektów. Wszystkie prace prowadzono rutynowym trybem tak jakby odbywały się one na własnym, niedostępnym dla przeciwnika terytorium.

4 września Robert Kennedy przyjął ambasadora radzieckiego w Waszyngtonie Anatolija Dobrynina. Ambasador prosił o przekazanie prezydentowi słów Nikity Chruszczowa o braku jakichkolwiek zamiarów popsucia stosunków między dwoma krajami w okresie poprzedzającym amerykańskie wybory. Premier Chruszczow – oznajmił Dobrynin – darzy sympatią prezydenta Kennedy’ego i nie chciałby sprawiać mu kłopotów. Żadna broń ofensywna nie jest umieszczana na Kubie – zapewnił w imieniu swego szefa. W odpowiedzi Robert Kennedy zwrócił uwagę ambasadora na amerykańskie obawy w związku z rosnącym zaangażowaniem radzieckim na Kubie. Tego samego dnia John Kennedy oświadczył publicznie: „Problem kubański musi być traktowany jako część składowa zagrożenia pokoju w skali światowej wskutek gróźb komunistycznych. Stany Zjednoczone stoją nadal na stanowisku, że nie można dopuścić do tego, by reżim Castro mógł eksportować swe agresywne cele za pomocą siły lub groźby użycia siły. W razie konieczności uniemożliwi się mu, wszelkimi środkami, podjęcie akcji przeciwko którejkolwiek części półkuli zachodniej”. Odpowiedzią Chruszczowa było podpisanie rozkazu wysłania na Kubę dodatkowych jednostek taktycznej broni nuklearnej. 9 września do kubańskiego portu wpłynął Omsk – zbudowany w Japonii frachtowiec do przewozu drewna – pierwszy statek z transportem rakiet R-12 na pokładzie.

Pierwszy niezbity dowód pogłębiającego się zaangażowania wojskowego ZSRR na Kubie administracja Kennedy’ego uzyskała 29 sierpnia 1962 r.

Tego dnia samolot typu U-2, przelatując nad zachodnią częścią wyspy, sfotografował budowę wyrzutni rakiet przeciwlotniczych SAM. W drugiej połowie września amerykańskie służby wywiadowcze przygotowały wspólny raport dotyczący rozwoju sytuacji na Morzu Karaibskim. W raporcie tym oceniono, że rozmieszczenie na Kubie rakiet średniego zasięgu w istotnej mierze zwiększyłoby potencjał strategiczny Związku Radzieckiego i tym samym mogłoby być dla ZSRR atrakcyjnym posunięciem. Niemniej w konkluzjach odrzucono powyższą ewentualność, gdyż – zdaniem autorów raportów – z punktu widzenia strony radzieckiej byłaby ona zbyt ryzykowna.

Na początku października do Waszyngtonu powrócił po miesięcznej nieobecności dyrektor CIA John McCone. Pod jego naciskiem zapadła decyzja ponownego rekonesansu powietrznego nad całą wyspą. Lot odkładano z dnia na dzień, czekając na odpowiednie warunki pogodowe. 14 października niebo nad Kubą wreszcie się rozchmurzyło. W bazie sił powietrznych Edwards w Kalifornii major Richard Heyser, lat 35, zasiadł za sterami swojej maszyny. Umieszczona na jej pokładzie kamera mogła sfotografować obszar szeroki na 125 mil i na 3.000 mil długi, wykonując 4.000 podwójnych klatek.

Po 5 godzinach lotu samolot wszedł w przestrzeń powietrzną Kuby i zgodnie z wytyczoną trasą skierował się w stronę zachodniej części wyspy. W wyznaczonym miejscu Heyser nacisnął wyłącznik i w ciągu 12 minut kamera wykonała ponad 3.000 fotografii. Pierwszy od 6 tygodni lot nad „zakazanymi” terenami wyspy przebiegł spokojnie. Major Heyser pomyślnie zakończył misję i po kolejnych 2 godzinach wylądował w bazie McCoy w pobliżu Orlando na Florydzie. Kamery zainstalowane w jego U-2 zostały rozładowane. Naświetlone taśmy przeniesiono do czekającego samolotu, który natychmiast wystartował w drogę do Waszyngtonu.

Zostaw wiadomość

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: