• Główni uczestnicy

    John F. Kennedy, lat 45,
    trzydziesty piąty prezydent Stanów Zjednoczonych
    Nikita S. Chruszczow, lat 68,
    I sekretarz KC KPZR i premier Związku Radzieckiego

  • W księgarniach:

  • „Zaczniemy wojnę w poniedziałek”

  • Recenzja książki na Historia.org.pl

    "Wiek XX obfitował w konflikty. Mieliśmy do czynienia z dwiema wojnami uznanymi za światowe, wieloma konfliktami na tle religijnym, rasowym, narodowym etc. Dochodziło wówczas do masakr i przypadków ludobójstwa na każdym kontynencie, jednak przed widmem totalnej anihilacji rodzaju ludzkiego świat stanął tylko raz – w trakcie trzynastu październikowych dni 1962 roku. Na temat kryzysu kubańskiego napisano wiele, jednak wciąż odkrywane są kulisy wydarzeń, które miały miejsce 50 lat temu. Wojciech Kostecki, korzystając z bogatych źródeł obu stron konfliktu, przenosi czytelnika w czasie: do Białego Domu, kiedy prezydentem był Kennedy i na Kreml za rządów Chruszczowa."

    Pełny tekst recenzji
  • Zdjęcie radzieckiej bazy rakietowej na Kubie wykonane z amerykańskiego samolotu U2

Środa, 24 października 1962 r., kilka minut po godz. 10.00

W Białym Domu  trwało posiedzenie ExCommu. Głos zabrał Robert McNamara:

– Chciałbym poinformować – oznajmił – że dwa statki, „Gagarin” i „Komile”, znajdują się już tylko kilka mil od strefy kwarantanny i osiągną ją jeszcze przed południem czasu waszyngtońskiego. Według najświeższych wiadomości możemy spodziewać się rozpoczęcia operacji zatrzymania i przeszukania pierwszego statku między godziną dziesiątą trzydzieści a jedenastą.

– Dobrze – powiedział prezydent – pozostaje nam tylko czekać. W tym czasie moglibyśmy sformułować podziękowania dla państw amerykańskich, które poparły nas w OPA. – Kennedy mówił jeszcze, gdy któryś z asystentów położył przed nim najnowszy komunikat dowództwa marynarki wojennej. Radziecki okręt podwodny zajął pozycję pomiędzy dwoma pierwszymi statkami, donosiła US Navy.

– Co robić? – zawołał prezydent.

– Wszystko w porządku – uspokajał McNamara. – Początkowo planowaliśmy, że pierwszej operacji dokona nasz krążownik. W sytuacji zwiększonego zagrożenia zdecydowaliśmy w ciągu ostatnich kilku godzin wysłać tam lotniskowiec, wspierany przez helikoptery wyposażone w sprzęt do walki z okrętami podwodnymi. Do akcji wkroczy lotniskowiec „Essex”, który ma sonarem zasygnalizować okrętowi podwodnemu, by się wynurzył i dokonał identyfikacji.

– A jeśli się nie podporządkuje?

– Jeśli odmówi, użyjemy ładunków głębinowych małej mocy, by spowodować jego wyjście na powierzchnię!

Zapadła przejmująca cisza. Twarz Johna Kennedy’ego ściągnęła się, ręką zasłonił usta.

– Czy nie ma jakiegoś sposobu, żeby uniknąć pierwszego kontaktu z rosyjskim okrętem podwodnym – wszystko, tylko nie to? – zapytał wreszcie prezydent.

– Nie, zbyt wielkie jest niebezpieczeństwo dla naszych okrętów – odpowiedział McNamara. – Nie ma alternatywy. Nasi kapitanowie zostali poinformowani, by unikać aktów przemocy dopóty, dopóki to tylko możliwe, ale teraz mamy do czynienia z sytuacją, na którą musimy być przygotowani i której należy się spodziewać.

%d blogerów lubi to: