• Główni uczestnicy

    John F. Kennedy, lat 45,
    trzydziesty piąty prezydent Stanów Zjednoczonych
    Nikita S. Chruszczow, lat 68,
    I sekretarz KC KPZR i premier Związku Radzieckiego

  • W księgarniach:

  • „Zaczniemy wojnę w poniedziałek”

  • Recenzja książki na Historia.org.pl

    "Wiek XX obfitował w konflikty. Mieliśmy do czynienia z dwiema wojnami uznanymi za światowe, wieloma konfliktami na tle religijnym, rasowym, narodowym etc. Dochodziło wówczas do masakr i przypadków ludobójstwa na każdym kontynencie, jednak przed widmem totalnej anihilacji rodzaju ludzkiego świat stanął tylko raz – w trakcie trzynastu październikowych dni 1962 roku. Na temat kryzysu kubańskiego napisano wiele, jednak wciąż odkrywane są kulisy wydarzeń, które miały miejsce 50 lat temu. Wojciech Kostecki, korzystając z bogatych źródeł obu stron konfliktu, przenosi czytelnika w czasie: do Białego Domu, kiedy prezydentem był Kennedy i na Kreml za rządów Chruszczowa."

    Pełny tekst recenzji
  • Zdjęcie radzieckiej bazy rakietowej na Kubie wykonane z amerykańskiego samolotu U2

Środa, 17 października 1962 r.

Tego dnia członkowie Komitetu Wykonawczego obradowali bez udziału Johna Kennedy’ego. Wyłoniła się grupa zwolenników zdecydowanej akcji wojskowej i grupa opowiadająca się za środkami dyplomatycznymi, za politycznym rozwiązaniem konfliktu. Tych pierwszych wkrótce określono mianem „jastrzębie”, drugich – „gołębie”; terminy te weszły później na stałe do międzynarodowego słownika.

Do grupy „gołębi” zaliczali się również Robert McNamara i George Ball. Do ich postępowania pasuje jednak bardziej termin „sowy”. Momentami dołączał do nich wahający się McGeorge Bundy. Od pozostałych członków ExCommu odróżniały ich obawy, które łączyli z ryzykiem niezamierzonej eskalacji napięcia, przekształcenia „bitwy o Kubę” w konflikt o wymiarze światowym i niszczących skutkach. Nie dysponując wiedzą o radzieckim systemie dowodzenia, bali się oni, że któryś z niższych rangą dowódców na wyspie może wydać swojej baterii rozkaz do strzału, nie czekając, aż dosięgnie jej amerykańska bomba, lub że „zabłąkanie się” samolotu U-2 nad radzieckie terytorium może być odebrane w Moskwie jako rekonesans przed planowanym „uderzeniem wyprzedzającym”. Jednocześnie, zdaniem „sów”, radzieckie rakiety na Kubie tylko w niewielkim stopniu zmieniały dotychczasowy, niekorzystny dla Rosjan, układ sił.

To właśnie McNamara, czołowa „sowa” w Komitecie Wykonawczym, rozwinął koncepcję blokady morskiej, będącej w założeniu czymś pośrednim pomiędzy „nierobieniem nic” a „starciem”. McNamara wywodził, że taka akcja oznacza ograniczoną presję, która może być zależnie od okoliczności nasilona. Embargo, będące efektem blokady, może objąć albo wyłącznie broń ofensywną, albo wszelkie uzbrojenie, albo w ogóle ładunki o znaczeniu militarnym. Blokada to działanie mniej prowokacyjne, a przez to mniej niebezpieczne, argumentował, ponadto byłaby ona ustanowiona na wodach kontrolowanych przez amerykańską marynarkę wojenną. Co więcej, głosili przeciwnicy uderzenia lotniczego, nie można zapominać o naciskach, jakim radziecki premier zostanie poddany, jeśli dojdzie do amerykańskiego ataku na Kubę. Pomijając już względy wewnętrzne, będzie on musiał dowieść coraz ostrzej krytykującym go Chińczykom oraz innym partiom komunistycznym w „trzecim świecie”, że Związek Radziecki jest w stanie obronić swoich sojuszników.

– Co Sowieci zrobią w odpowiedzi? – padło pytanie.

– Znam ich całkiem dobrze – odpowiedział jeden z „jastrzębi”. – Sądzę, że rozwalą nasze bazy rakietowe w Turcji.

– Co wtedy zrobimy?

– Ze względu na nasz układ NATO będziemy zobowiązani rozwalić jakąś bazę na terytorium Związku Sowieckiego.

– A co oni wtedy zrobią?

– Jak to! Miejmy nadzieję, że wtedy wszyscy ochłoną i zechcą rozmawiać…

%d blogerów lubi to: