• Główni uczestnicy

    John F. Kennedy, lat 45,
    trzydziesty piąty prezydent Stanów Zjednoczonych
    Nikita S. Chruszczow, lat 68,
    I sekretarz KC KPZR i premier Związku Radzieckiego

  • W księgarniach:

  • „Zaczniemy wojnę w poniedziałek”

  • Recenzja książki na Historia.org.pl

    "Wiek XX obfitował w konflikty. Mieliśmy do czynienia z dwiema wojnami uznanymi za światowe, wieloma konfliktami na tle religijnym, rasowym, narodowym etc. Dochodziło wówczas do masakr i przypadków ludobójstwa na każdym kontynencie, jednak przed widmem totalnej anihilacji rodzaju ludzkiego świat stanął tylko raz – w trakcie trzynastu październikowych dni 1962 roku. Na temat kryzysu kubańskiego napisano wiele, jednak wciąż odkrywane są kulisy wydarzeń, które miały miejsce 50 lat temu. Wojciech Kostecki, korzystając z bogatych źródeł obu stron konfliktu, przenosi czytelnika w czasie: do Białego Domu, kiedy prezydentem był Kennedy i na Kreml za rządów Chruszczowa."

    Pełny tekst recenzji
  • Zdjęcie radzieckiej bazy rakietowej na Kubie wykonane z amerykańskiego samolotu U2

Niedziela, 21 października 1962 r., godz. 9.00

W Pokoju Sytuacyjnym w Białym Domu pojawił się Pierre Salinger. Na ścianach pomieszczenia rozwieszono olbrzymie mapy Kuby i przyległych obszarów morskich, bez przerwy stukotały dalekopisy. Na Salingera czekał już McGeorge Bundy, by z polecenia prezydenta wtajemniczyć go wreszcie w rozwój wydarzeń.

Bundy oświadczył sekretarzowi prasowemu, że Stany Zjednoczone znajdują się na krawędzi wojny nuklearnej. Na Kubie zostały wykryte radzieckie rakiety, mogące zniszczyć Waszyngton, Nowy Jork i wszystkie inne większe miasta na wschodnim wybrzeżu i na południu kraju. Prezydent zamierza doprowadzić do usunięcia tych rakiet z wyspy, zanim osiągną gotowość bojową. W tym celu zastosuje prawdopodobnie blokadę Kuby. Następny krok uczyni Chruszczow i, jak się wyraził Bundy: „Po prostu nie wiemy, co on może zrobić”.

Do głębi poruszony, Salinger skierował się do swego biura. Na biurku leżała koperta – polecenie przygotowania rodziny do ewakuacji z Waszyngtonu na wypadek ataku nuklearnego na stolicę. Procedurę stosowaną w takich sytuacjach przedstawiono Salingerowi dwa lata wcześniej, gdy obejmował swój urząd. Wiedział, że on sam zalicza się do osób, które zostaną ewakuowane wraz z prezydentem. Nikt jednak – nawet prezydent – nie może zabrać ze sobą rodziny. Ta, spakowana i gotowa do drogi, ma oczekiwać sygnału nakazującego udać się w wyznaczone miejsce poza Waszyngtonem i tam dołączyć do żon i dzieci innych członków personelu Białego Domu. Pracownik, który przekazywał instrukcje, powiedział wtedy Salingerowi: „Jeśli kiedykolwiek otrzymasz rozkaz ewakuacji wraz z prezydentem, staniesz w obliczu najcięższej przeprawy jakiej doświadczyłeś w życiu. Będziesz musiał powiedzieć swojej rodzinie: »Do widzenia – jesteście zdani na siebie«”.

%d blogerów lubi to: